Beskidzkie legendy. „Córka czarnoksiężnika, czyli zbójnickie dzieje góry Luboń”

Luboń Wielki widziany z zielonego szlaku w kierunku Szczebla

Dziś rozpoczynam na blogu cykl „Beskidzkie legendy”. Większość z nich pochodzić będzie z książki autorstwa Mariana Cieślika „Kliszczaków legendy, podania, opowieści”. Publikacja ta miała niewielki nakład, ale zawiera niesamowite opowieści. Bardzo chciałabym, żebyście je poznali, dlatego spisuję je i zostawiam tutaj. Co niedziela będzie się pojawiała jedna taka historia. Dziś poznacie legendę o Arelce. Dowiecie się o tym skąd wzięła się nazwa góry Luboń Wielki. Wiedzieliście, że według legend była to kiedyś Zbójnicka Góra? A na Turbaczu mieszkał… czarnoksiężnik Awrot i smok?

Kliszczackie Centrum Kultury kilka z tych opowieści opublikowało na Youtube. Link i jeden z filmów znajdziecie na końcu wpisu.

„Córka czarnoksiężnika, czyli zbójnickie dzieje góry Luboń”

Na wierzchołku Turbacza mieszkał zły czarnoksiężnik Awrot z córka Arelką, dziewczyną o dobrym sercu. Często pomagała góralom, starcom i zbłąkanym w lesie podróżnym. A, że sumienie miała czyste, to chętnie śpiewała. Pięknie śpiewała. Kochali ja wszyscy górale i wierzyli, że kto tak śpiewa, musi mieć dobrą duszę.

Awrot posiadał magiczną księgę, której strzegł smok. Dzięki tej księdze miał władzę nad światem. Smutny był świat wokół Turbacza, ponury: same kamienie i ziemia jałowa.

Pewnego dnia Arelka siedziała nad brzegiem wodospadu, gdy zobaczyła zbliżających się ludzi na koniach. Zaciekawiona podeszła bliżej i zaczęła ich obserwować. Na czele jeźdźców jechał ich wódz – Tomek Luboń. Spodobali się sobie i Tomek od razu oświadczył się Arelce. Lecz ona zawahała się, bo jej nie w smak było Tomkowe zajęcie.

Był zbójnikiem od dzieciństwa przyuczanym do zbójowania, bo urodził się na Zbójeckiej Górze, gdzie wszyscy się tym parali. Tomek dał słowo, że odmieni życie, jeżeli dostanie księgę czarnoksięską. Arelka przyrzekła mu ja dać. Nie wiedziała, jak ciężko to przyjdzie.

Rozmyślając nad sposobem wykradzenia księgi, spotkała na jeziorem Topielczyka, który obiecał pomoc. Wspólnie obmyślili plan, lecz musieli zaczekać do dnia, kiedy pojawi się Pani Wiosna. A gdy się to stało, strażnik smok był tak zasłuchany w bicie dzwonów, że nie zauważył, kiedy Topielczyk zabrał mu księgę.

Smok wkrótce spostrzegł stratę i ruszył w pościg za Arelką. Córka czarnoksiężnika biegła co sił w nogach. Kiedy zaczęła słabnąć i przewróciła się, z księgi wypadł na ziemię zasuszony kwiat. Natychmiast wokół niego zaczęły wyrastać kwiaty, drzewa i krzewy. Zobaczył to ojciec z okna wieży swego zamku i rzucił się w pogoń za córką.

Tymczasem Arelka biegła dalej. Na swej drodze spotkała boginki piorące wstążki. Poprosiła je o pomoc i otrzymała ją. Boginki rzuciły pianę wprost w oczy smoka i w ten sposób powstrzymały na chwilę pogoń. Nie mogąc dogonić Arelki, czarnoksiężnik dosiadł smoka jak konia i pojechał na nim po pomoc do diabła Lumcypierka.

Gdy Arelka była już blisko Zbójeckiej Góry, zobaczyła pędzącą karetę ze złota. Powóz zatrzymał się obok. Dziewczyna wsiadła do środka. I wtedy okazało się, że ta kareta to podstęp Lumcypierka. Siedziała w karecie, która miała ją odwieźć do ojca. Ale zbójcy Tomka Lubonia byli w pobliżu i wyciągnęli Arelkę z opresji.

Minęły lata Arelka i Tomek pobrali się. W zboczu góry wydrążyli swoje mieszkanie i urządzili je pięknie. Dzięki zaklęciom z czarodziejskiej księgi, Tomek zamienił swoich towarzyszy w sroki, które przynosiły mu drogocenne kamienie, perły i złoto. Młodzi nie zostawiali tych skarbów dla siebie, ale pomagali ile mogli biednym ludziom: kalekom, starcom, opuszczonym dzieciom.

Przez te wszystkie lata Awrot, ojciec Arelki, nie ustawał w obmyślaniu, jak odebrać magiczną księgę – czekał cierpliwie na sposobną okazję. I się doczekał. Było to wtedy, gdy Tomek przy otwartej górze dzielił skarby, a ponieważ był bardzo zmęczony zasnął. Zobaczywszy to Lumcypierek, wszedł do środka, zabrał księgę i z hukiem zatrzasnął wejście. W środku jaskini został śpiący Tomek. Arelkę zaś zły czarnoksiężnik zamienił w drżącą osikę.

Od tego czasu ludzie nazywają górę Luboniem. Na jej szczycie jest wiele zasypanych jaskiń, do których nie można wejść. Może w jednej z nich wciąż śpi Tomek?

Na podstawie opowieści babci Wiktorii Burtan, spisała wnuczka Wiktoria Burtan

Gdzie najlepiej opowiada się tę historię?

Oczywiście na szlaku! Zaskoczcie znajomych i opowiedzcie ją na przykład w czasie wędrówki na Luboń Wielki, tutaj moja propozycja szlaku: Luboń Wielki – przepis na udane popołudnie albo na Turbacz. W końcu nie każdy zna czarnoksiężnika Awrota. Gorce i ich król – Turbacz – tutaj kilka powodów, dla których wypad na Turbacz to zawsze dobre rozwiązanie.

Koniecznie dajcie znać, czy znaliście tę legendę. Za tydzień powiem Wam o Harnasiu Baczyńskim 😉

Opowieści z krainy Kliszczaków – audiobook

4 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s