Beskidzkie legendy: niezwykła historia małej kapliczki na Koskowej Górze

Koskowa Góra to moim zdaniem najpiękniejszy szczyt Beskidu Makowskiego. Dlaczego? Bo ma niesamowite widoki. Wędrując jej grzbietem możecie podziwiać panoramy na wszystkie strony świata. Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na tym szczycie jest kapliczka Trzeciego Upadku na Łazach. To tu wiele osób zaczyna swoje spacery po górze. To tu mieszkańcy okolicznych miejscowości kończą drogę krzyżową, a czasem stąd ruszają na pielgrzymkę przez góry do Kalwarii Zebrzydowskiej.

Wspominam o tym, bo w ramach cyklu Beskidzkie Legendy, chciałabym opowiedzieć o tym, jak według miejscowych opowieści ta maleńka kapliczka powstała. Towarzyszyło temu niezwykłe wydarzenie. Gotowi na opowieść? Legenda pochodzi z publikacji: „Kliszczaków legendy, podania, opowieści…”. Wybrał, opracował i wstępem opatrzył Marian Cieślik.

Tekst pochodzi z książki autorstwa Mariana Cieślika „Kliszczaków legendy, podania, opowieści”.

„Upadek”

„Było to dawno, dawno temu, kiedy nad Beskidami panował wiedeński, czarny, dwugłowy orzeł cesarski. Nastały właśnie ostatnie dni babiego lata – dla bogdanowian czas wytężonej pracy. Kończyły się wówczas wykopki i cała gromada wylegała na pola, by zbierać ziemniaki – skarb ubogich, który niejednokrotnie ratował ich od śmierci głodowej.

Nagle zza Koskowej Góry od strony Makowa Podhalańskiego wyłoniła się dziwna karawana. Na przedzie podążała grupa pieszych, a za nią ciągnął powoli ogromny, drewniany wóz na potężnych dębowych kołach okutych w żelazo i zaprzężony w trzy pary wołów. Na skrzyni zaś znajdował się olbrzymi pakunek okryty lnianym płótnem.
Grupa nieznajomych nie zrobiła najmniejszego wrażenia na pracujących w pocie czoła chłopach, tym bardziej, że wiódł tędy od wieków szlak pielgrzymkowy. Mieszkańcy okolicznych wiosek, odkąd tylko potrafili chodzić, byli zobowiązani do pieszej pielgrzymki na Kalwarię Zebrzydowską: to na Wielki Piątek, na Zielone Świątki, na Anielską, na Wniebowzięcie. Chodzili jeszcze na św. Franciszka, na oktawę Bożego Ciała. Nikomu się to jednak nie przykrzyło, choć musieli iść przez góry dosyć wysokie kilkadziesiąt kilometrów, a trzeba pamiętać, że pielgrzymka na Kalwarię trwała przez trzy dni. Wtedy żarliwie się modlono i za przykładem przepowiadaczy w śpiewie zanoszono święte supliki do nieba. Tam się schodzili pod wodzą przewodników, tworząc kompanie i odwiedzając dróżki Pana Jezusa i Matki Bożej, dodatkowo obchodząc stacje Drogi Krzyżowej posadowione dookoła klasztoru, a następnie udawali się przywitać i pożegnać Obraz w cudownej kaplicy.

Tymczasem powoli, noga za nogą górale z pobliskiej Sidziny dobrnęli do przełęczy w miejscu, gdzie zaczyna się rola Łazy. I wtedy nastąpiły wypadki z goła niewyjaśnione. Wio, wijooo! – przezroczyste powietrze przeszył świst bata i przeciągłe wołanie woźnicy. – Jeszcze trochę. Naprzód. Wio! – prośby, groźby i ponaglania nic jednak nie pomagały. Wóz stanął w miejscu jak wryty i tylko kamienna figura Jezusa upadającego pod krzyżem, a wieziona do Kalwarii, spoglądała nieruchowo w daleki błękit nieba.

Zdarzenie było tak niecodzienne i jednoznaczne, że dookoła rozległy się głosy.
-Znak Boży, cudowny znak- wołali jak urzeczeni liczni gapie.
-Niech Jezus zostanie z nami! – dodali kolejni. I wkrótce echo odbijające się od okolicznych wierzchołków powtarzało głos, który wydobył się z gardeł wszystkich bogdanowian.
-…zostanie z nami, …anie z nami,…ami!

Wobec tak widomych i cudownych znaków, figura została na miejscu, tym bardziej że wyczerpane woły leżały bezradnie na kamienistej ziemi Kosków. Zbudowano zatem rychło drewniane zadaszenie dla kamiennego Jezusa i wystarano się, za odrobek w Kalwarii u zakonników, o darowiznę figury. Rodzina Kosków zaś stała się w XIX wieku pierwszymi opiekunami kapliczki. Z biegiem lat Jan Kosek z synami: Kantym, Józefem i Władysławem wystawili w tym miejscu murowaną kapliczkę i pokryli gntem, następnie wymurowali wieżyczkę i zawiesili dzwonek. Pod figurą znajduje się napis: Jan Kosek prosi o westchnienie.

Przy kapliczce Trzeciego upadku Pana Jezusa na roli Łazy w Bogdanówce, która dla okolicznych mieszkańców jest do tej pory corocznym miejscem zbiórek pieszych pielgrzymek do Kalwarii Zebrzydowskiej, odprawia się we wrześniu Mszę św. na Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Modlono się przy niej od pokoleń, a zawsze ku pokrzepieniu serc, bo jak powiadają bogdanowianie… nigdy tak nie było, żebyśmy prosili Pana Jezusa na darmo„.

Więcej legend z tego regionu znajdziecie w publikacji: „Kliszczaków legendy, podania, opowieści…”. Wybrał, opracował i wstępem opatrzył Marian Cieślik.

Co jeszcze kryje Koskowa Góra?

Koskowa Góra to miejsce idealne na spacer dla każdego. Można zrobić z centrum Bogdanówki świetną pętlę (czas przejścia ok 4 godziny), można wyjechać pod kapliczkę i pospacerować z wózkiem. Można też zacząć od Parszywki (Beskid Makowski: Parszywka – malowniczy szczyt z pięknymi kapliczkami) i tam odkryć jeszcze dwie piękne kaplice. Jedna z nich Kaplica św. Anny na Polanie też ma ciekawą historię powstania. Opisałam tutaj: Beskidzkie legendy. O tym, jak powstała kaplica św. Anny na Polanie. Jeśli na start spaceru wybierzecie Parszywkę, możecie zaparkować tuż przy Wrzosowym dworze, gdzie jest restauracja, plac zabaw i trawiasta plaża z leżakami i pięknym widokiem.

Koskowa to tak malownicze wzniesienie, że warto tu spędzić więcej czasu. Nie ukrywam mój ulubiony szczyt. Jakiś czas temu spędziliśmy tutaj cudowny, rodzinny weekend z widokiem na Babią Górę w Willi Wróblówka. To bardzo dobrze wyposażony domek z dwiema oddzielnymi sypialniami i dużym salonem. I ma coś, czego jeszcze nie spotkaliśmy w wynajmowanych przez z nas domkach. Zamiast antresoli siatkę, sprzyjającą relaksowi, uwielbianą przez dzieciaki. Jeśli szukacie noclegu w tej okolicy – serdecznie polecam!

Dajcie znać, czy znaliście tę legendę i byliście już kiedyś na Koskowej Górze!

Do zobaczenia na szlaku!


Dodaj komentarz