Są takie miejsca, w których przenosimy się w krainę… czarów! Wystarczą bajeczne widoki, trochę śniegu i mamy winter wounderland. Gdzie znalazłam tę krainę? Niedaleko miejsca, którym spędziłam większość mojego życia, na polanie pod Koskową Górą, dokładnie w Więciórce Polanie.

Na górę można wyjechać samochodem. W Bogdanówce kierujemy się w stronę Koskowej Góry, następnie na rozstaju dróg skręcamy w prawo w kierunku osiedla Polana. Ja wyjechałam nieco wyżej niż pierwsze skupisko domów, po czym porzuciłam samochód i udałam się na spacer.


Była mroźna zimowa niedziela. Śniegu było niewiele (jak widać na zdjęciach), ale klimat iście magiczny. Widoki jakie roztaczają się z masywu Koskowej Góry rozkochały już niejednego. Ja mam do nich ogromną słabość.
Panorama jaka roztacza się z tego miejsca jest cudowna. Widać Stołową Górę, Urbanią Górę, Beskid Wyspowy. Bliżej Kaplicy św. Anny dostrzegamy masyw Kotonia. Przy dobrej pogodzie dostrzec można stok narciarski w Myślenicach, czy Kraków.
Co tu dużo mówić, wystarczy spojrzeć na zdjęcia – jest MAGICZNIE!
Z ciekawostek na Polanie znajduje się pochodzącą z 1885 r. a rozbudowana w 1905 r. z neobarokowym ołtarzem dłuta Tekieli, snycerza z Trzebuni kaplica św. Anny. Według legendy pieniądze na budowę kaplicy pochodziły z rozbojów, były zdeponowane w banku z Wadowicach przez siostrę rozbójników – Wiktorię, która służyła u gajowego Andrzeja Bylicy na Polanie. Po śmierci rozbójników bank zastrzegł wydanie pieniędzy jedynie na cel społeczny. Bylica był pierwszym osadnikiem na Polanie (połowa XIX w)., wraz z synem Józefem zainicjował powstanie kaplicy, przeznaczając ziemię pod jej budowę, oraz nadzorując pracę, przy pomocy pieniędzy przekazanych przez Wiktorię.

Co więcej, w czasie II wojny światowej kaplica stała się schronieniem dla księdza Jana Czarneckiego, poszukiwanego między innymi przez gestapo.

Pewnie niejeden z Was, który szedł z Kotonia na Koskową Górę żółtym szlakiem mijał to miejsce. Jeśli nie, może mój wpis Was zachęci i tu dotrzecie. Powiem tylko, że warto. Po pierwsze właśnie dla widoków. Po drugie jest tak blisko Koskowej Góry, że aż żal nie pospacerować i tutaj. Po trzecie, każdy jest w stanie tu się tu… „wspiąć”. Jeśli nie na własnych nogach ( z Więciórki lub Bogdanówki) to na dwóch lub czterech kółkach (z Bogdanówki).
Zachęcam Was gorąco do spaceru. Ja z pewnością tu wrócę, zatem do zobaczenia!

5 myśli w temacie “Zimowa kraina czarów na zboczach Koskowej Góry”