
Zamek Sobień, choć dzisiaj pozostaje już jedynie w ruinach, niegdyś wznosił się dumnie na wzgórzu nad doliną Sanu, pilnując przepływających szlaków i strzegąc ziem Pogórza Bukowskiego. Warownia ta należała do rodu Kmitów, przez stulecia była świadkiem ważnych wydarzeń, rozbudów i klęsk, a dziś – mimo zniszczeń – nadal budzi podziw swoim malowniczym położeniem, tajemniczą atmosferą i panoramicznym widokiem na rozległe okoliczne tereny.
Choć mury zamku już dawno straciły dawną świetność, pamięć o nim nie zgasła – wśród mieszkańców i opowieści regionu krąży bowiem intrygująca i poruszająca legenda o Czarnej Damie. Mówi się, że duch Anny Kmity – tragicznie zmarłej żony panów Sobienia – nawiedzał ruiny i towarzyszył rodowi Kmitów nawet po śmierci.
W ramach cyklu „Beskidzkie legendy” chciałam Wam ją przytoczyć. Odnalazłam ją w książce Bartłomieja Grzegorza Sali zatytułowanej „Legendy zamków karpackich” — i uznałam, że doskonale wpisuje się w nasz cykl, łącząc historię, tajemniczość i klimat górskich zamków. Jeśli jesteście wielbicielami takich historii to koniecznie sięgnijcie po książkę, bo kryje ich całe mnóstwo!
Legenda o Czarnej Damie
„Potężnym i mężnym panem był Jan Kmita, który z zamku Sobień rozległymi zarządzał dobrami. Powodzeniu i bogactwu szczęście też towarzyszyło, albowiem z żoną swą, Anną, świetnie się rozumiał. Tak toczyło się ponad Sanem spokojne i dostatnie życie małżonków, żadną niezakłócane trwogą.
Nadszedł jednak czas, kiedy Jan w ważnych sprawach warownię opuścić musiał. Anna zaś sama z dworem została. Przechadzała się więc po komnatach z niecierpliwością męża wyczekując i o powrocie jego marząc. Pewnego dnia straże alarm podniosły, jako że od południa wojska króla Węgier, Macieja I Korwina, z Jagiellonami w nieprzyjaźni żyjącego nadciągało. Władca Madziarów bez zwłoki na zamek natarł, lecz załoga dzielnie kolejne odpierała szturmy i straty wielkie w szeregach najeźdźców czyniła. Padali Węgrzy jeden po drugim, triumfowali obrońcy, ale dumny król, ambicją uniesiony, rezygnować nie zamierzał. Kiedy więc kolejny atak się nie powiódł, podkop rozkazał uczynić. Prochu weń nakłaść i tak zamkowe skruszyć mury.”
–Bartłomiej Grzegorz Sala: „Legendy zamków karpackich”
Madziarscy żołnierze długo drążyli skałę, aż w końcu potężny wybuch zniszczył twierdzę. Ogień szybko ogarnął mury i komnaty, odcinając panią Annę i jej służące od ucieczki. Gdy dziewczęta płakały w rozpaczy, Anna spokojnie założyła czarną suknię, gotowa bez lęku odejść z tego świata.
„Wkrótce runęły nadwątlone stropy, a ogień komnaty pochłonął. Gdy Jan powrócił do Sobienia, zgliszcza jedynie zastał. Z obłędem w oczach biegał po pogorzelisku, a kiedy nadpalone resztki biżuterii Anny pośród gruzów odnalazł, na kolana upadł i przez łzy ślubował, że zamek odbuduje. Lecz po raz wtóry rozkoszy małżeńskich już nie zazna. Tak się też stało. Kmita warownię ze zgliszczy podniósł, a w imię miłości jedynej ożenkiem powtórnym i potomstwem wzgardziwszy, dziedzica nie pozostawił. Sobień i zaś w ręce krewnych Jana przeszedł. Pozostała wszakże tutaj nieszczęsna Anna jako czarna dama z zaświatów miejsce swej śmierci nawiedzająca.” – –Bartłomiej Grzegorz Sala: „Legendy zamków karpackich”
Kiedy Piotr Kmita przeprowadził się do Leska, duch pozostał w zamku. Podobno, gdy ktoś z rodziny Kmitów miał umrzeć, na zamku pojawiała się czarna dama. Mówiono, że to ona, przywiązana do rodziny, ostrzegała kolejnych właścicieli przed zbliżającą się śmiercią.
Pełna wersja legendy do przeczytanie w książce: Bartłomiej Grzegorz Sala, „Legendy zamków karpackich”
Byliście kiedyś na zamku Sobień? Jeśli nie, to koniecznie polecam Wam odwiedzić to miejsce. Widok z ruin zachwyca!











Koniecznie dajcie znać, czy znaliście to miejsce i legendę!
Do zobaczenia na szlaku!
