Pierwszy raz z dziećmi pod namiotem… na działce! Rodzinny start z biwakowaniem w Beskidach

Zaczęło się! Po miesiącach planowania, kompletowania sprzętu i przekonywania dzieci, że noc pod namiotem to nie to samo co noc w tipi na środku pokoju, w końcu wystartowaliśmy z naszym rodzinnym biwakowaniem.

I wiecie co? Nie od razu w góry na pole namiotowe.

Pierwszą nockę spędziliśmy… na beskidzkiej działce u moich rodziców. Pomysł był prosty – zanim ruszymy z dwójką dzieci (3 i 7 lat) na szlak, sprawdzimy jak reagują na namiot, spanie pod chmurką, nocne dźwięki i – nie ukrywajmy – brak łazienki za rogiem.

I to była jedna z najlepszych decyzji, jakie mogliśmy podjąć! A ile wcześniej było oglądania namiotów w sklepach, filmów o biwakowaniu na Youtubie, planowania wypraw, prób biwaków w mieszkaniu, to nie zliczę.

Myślę, że to planowanie bez konkretnego działania trwałoby w nieskończoność, gdyby z odsieczą nie przyszła lubiana przez nas firma Spokey. Już któryś sezon wspiera nas w odkrywaniu małymi upominkami, tym razem przeszli samych siebie. Co zrobili? Po prostu spełnili nasze marzenie i przysłali nam namiot, żebyśmy sprawdzili, jak się odkrywa Beskidy w takim wydaniu. Do tych testów otrzymaliśmy namiot czteroosobowy z dwoma oddzielnymi sypialniami Spokey OLIMPIC 2+2 – idealnie wpisał się w nasze oczekiwania, bo szukaliśmy jakiegoś z dwiema osobnymi sypialniami.

️Namiot, dzieci i… karimata kontra mata

Rozbiliśmy namiot w rogu ogrodu – w otoczeniu drzew, z widokiem na góry i… z opcją awaryjnego odwrotu do domu dziadków, gdyby coś poszło nie tak. Plus to było też idealne miejsce ze względu na wielkość namiotu. Jego wymiary zewnętrzne to: 430 (150+130+150) x 220 x 130 cm. Każda z sypiali ma  210 x 145 cm. I tę pierwszą noc, spałam w jedne z dziewczynkami. Było nam bardzo wygodnie. Jeśli macie trójkę dzieci, to spokojnie zmieszczą się w jednej sypialni. Przedsionek też jest spory. Jedyna wada jaką zauważyłam to brak jakiegoś okienka/wentylacji tego przedsionka. Tylko klapę wejścia da się ewentualnie uchylić.

Na szczęście tej pierwszej nocy nie musieliśmy ewakuować się ani razu do domu– dzieci były zachwycone! Dla nich to była prawdziwa przygoda: namiot, latarki, wieczorne opowieści i szukanie świetlików zakończone sukcesem.

Testowaliśmy przy okazji nowy sprzęt od Spokey, który zabraliśmy ze sobą. I tutaj muszę powiedzieć jedno:
🎯 mata samopompująca SAVORY PILLOW to absolutny hit! Ale, ale R-Value 3 Spokey FATTY – wersja bez poduszki też świetnie sprawdziła się pod namiotem.

Dzieci spały jak aniołki – bez narzekania, bez pobudek, bez marudzenia na twardo. Rano powiedziały, że było „jak w łóżku w domu, tylko fajniej”. Dla porównania – ja (mama) spałam na karimacie.
I wiecie co? Już planuję przesiadkę. Rano plecy i biodra delikatnie przypomniały mi, że wiek robi swoje, a natura to nie memory foam. Zresztą mąż zakupił już materac, żebyśmy też mogli spać wygodniej, ale też porównać komfort snu z matą.

Wiem, też że mata, na której spały dziewczynki daje radę, bo od roku mamy matę samopompującą i nie raz gdy dzieci były chore i nie chciało mi się ciągle biegać w nocy z pokoju do pokoju spałam u nich na niej – jest wygodna. Zabieraliśmy ją również na wyjazdy i… ratowała nas niejednokrotnie jako materacyk do łóżeczka turystycznego. Naprawdę! Sama się pompuje w pół minuty, składacie na pół i wkładacie do łóżeczka – dziecko śpi bardzo wygodnie!

Test sprzętu – pierwsze wnioski

Testowaliśmy też inne elementy wyposażenia od Spokey – ale to maty zrobiły największe wrażenie. Były:

  • błyskawiczne w rozkładaniu (same się napełniają, tylko lekko dopompujesz poduszkę),
  • lekkie i kompaktowe – zmieściły się do naszych plecaków bez problemu,
  • naprawdę wygodne – nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych (jeśli tylko dadzą radę się położyć 😄).

To świetny wybór na start biwakowania z rodziną – sprzęt, który nie zniechęci dzieci już przy pierwszej nocy, tylko pomoże im polubić spanie pod namiotem.


🌙 Co dalej?

Ten pierwszy „bezpieczny biwak” na działce dał nam dużo pewności. Dzieci chcą więcej. My też.
Kolejny krok: prawdziwa noc w górach albo nad jeziorem– z ogniskiem (choć ta była z ogniskiem i nawet kociołkiem), z widokiem na szczyty i (oby) bez deszczu!

A jeśli sami zastanawiacie się nad rodzinnym biwakowaniem – zacznijcie blisko. Działka, polana, nawet ogród za domem – ważne, żeby dać dzieciom czas na oswojenie się z namiotem. Potem – można ruszać wyżej!


📌 Użyty sprzęt od Spokey:


📸 A u Was? Jak wyglądał pierwszy biwak z dziećmi?

Jeśli macie swoje historie z pierwszych nocy pod namiotem – dajcie znać w komentarzu albo oznaczcie nas na Instagramie @odkrywajac_beskidy.

Do zobaczenia na szlaku (i może przy ognisku)! 🔥🏕️


Dodaj komentarz