Jak przygotować się na zimowy trekking? Oto mój niezbędnik

Jeszcze parę lat temu rzadko wędrowałam po górach zimą. I nie chodzi o to, że nie lubiłam. Zwyczajnie nie miałam odpowiedniego sprzętu. A i jakość wędrówek po beskidzkich szlakach zimą podnosi kilka rzeczy. Jakich zapytacie? Oto moje niezbędniki, bez których nie wychodzę na szlak zimą.

Ten wpis powstał we współpracy z marką Spokey, gdzie do 11.12.2024 z kodem JUSBES30 macie 30% zniżki na rzeczy outdorowe!

Raczki

Odkąd zainwestowałam w raczki znacznie podniosła się jakość przejść. Po pierwsze nie ślizgam się już na szlakach, czuję świetną przyczepność do drogi, szczególnie tej oblodzonej. Po drugie – pokonuję dzięki temu szlaki znacznie szybciej. Przez kilka lat miałam jedne raczki, aż zgubiłam jeden z nich podczas szybkiego schodzenia z Hali Boraczej, podczas którego asekurowałam zjazd młodszej córki na sankach. Teraz mam nowe, które jeszcze szybciej się zakłada i bardzo dobrze trzymają się buta. Sprawdzony przeze mnie model SECU znajdziecie TUTAJ.

A jeśli raczki to dodam, że na wędrówki po wyższych górach, jak Tatry, lepiej postawić już na raki. Raczki sprawdzą się tam na spacery po dolinkach.

Kije trekingowe

Zimą niezbędnik, a i latem bardzo częsty towarzysz wypraw całej naszej rodziny. Świetne wsparcie podczas wędrówki. Odciążają też kręgosłup, biodra i stawy kolanowe, szczególnie jak się niesie bardzo ciężki plecak, albo dziecko w nosidle. Jeśli jeszcze nie korzystaliście, to Wam polecam, szczególnie na stromych trasach. Mnie z niestabilnością kolanową znacząco podniosły komfort wędrówki. Spory wybór kijków znajdziecie TUTAJ

Stuptuty

To element górskiej garderoby, który mam w plecaku cały rok, gdy tylko spodziewam się deszczu, śniegu, błota. Nie dość, że chronią moje nogawki i cholewkę buta, przed zabrudzeniem, to jeszcze zimą nie dostaje mi się pod nogawkę śnieg, a nawet w wietrzny dzień ciut cieplej mi w łydki. Wiele lat miałam stuptuty z paskiem zapinanym pod butem wykonanym z tkaniny. Ostatnio chodzę z takim paskiem z sztucznego tworzywa. Zauważyłam różnicę w zimowych warunkach. Do tego z sztucznego tworzywa nie przyczepia mi się tak śnieg (który często zamarzał i zamieniał się w grudę), plus łatwiej go wyczyścić. Plus stuptuty ze Spokey (mam model: TRACKY II), w których teraz chodzę mają trochę koloru i są bardzo dobrze wykonane.

Bielizna termoaktywna

To obowiązkowe wyposażenie zimowe całej mojej rodziny. Nieważne czy trekking, sanki, czy narty/snowboard, biegówki… zawsze warto mieć ją na sobie. Teraz wybór na rynku jest przeogromny. Każdy znajdzie dla siebie coś idealnego. Moje dzieci cierpią na AZS i w pierwszych latach życia kierowałam się przede wszystkim potrzebami ich skóry unikając sztucznych mieszanek, a stawiając na zestawy z wełny merynosa. Niedawno starsza córka zaczęła nosić ten zestaw ELSA i jestem zaskoczona, bo skóra dobrze reaguje (nie ma oznak uczulenia), a ona mówi, że jest jej ciepło i co ważne, wygodnie. Pamiętajcie, że w bieliźnie termoaktywnej ma być wygodnie. Nic nie powinno krępować Wam ruchów. Jeśli tak jest to może tkanina, albo rozmiar nie jest dla Was. To ma być Wasza druga zimowa skóra. Z mężem mamy zestawy 4F już od kilku lat i znacznie podniosły nasz komfort zimowych aktywności. Po drodze testowałam tez tańsze opcje, ale nie wszystkie się sprawdziły.

Termos

W moim wypadku powinnam napisać termosy, bo wierzcie lub nie, ale często zimą mam w plecaku nawet 4. Od wielu lat przez cały rok korzystam z butelek termicznych hydroflask, które doskonale trzymają temperaturę. Termos obiadowy Esbit (ten litrowy) wyparł ten z Camille, choć czasem, gdy mam dwa różne obiady mam oba te termosy. Esbit jest droższy, ale nie będę kłamać, lepiej trzyma ciepło. Dobrze trzyma ciepło i świetnie sprawdzi się na kawkę lub herbatę termos Spokey. I ma niegubiącą się zakrętkę. Przy dzieciach to bardzo przydatny element.

Sanki

Tak, serio sanki ułatwią niejeden treking, jeśli towarzyszą Wam dzieci. My zimą wybierając trasy na rodzinną wyprawę stawiamy na takie, na których znaczną część można pokonać na sankach. Nie ma wtedy narzekania, jest natomiast frajda. Plus jak dojdziecie na jakąś pochyłą polanę dzieciaki mogą poszaleć. To generalnie świetna zachęta do wyjścia na zewnątrz, a i łatwiej ciągnąć sanki niż zimą nieść dziecko w nosidle, przynajmniej dla mnie. Na zimowe wypady na trekking w miejsca gdzie jest fajna górka/polana może sprawdzić się też ślizg. Dmuchany Ślizgacz śnieżny jest lekki, można go łatwo przechować i nawet zabrać do plecaka jako niespodziankę dla dziecka.

Czołówka

Dni jesienią i zimą są znacznie krótsze. Warto mieć w plecaku czołówkę. Na rynku jest teraz ogromny wybór, również takich dla dzieci. Jeśli nie czołówka, to latarka, ale zawsze przed wyruszeniem na szlak sprawdźcie, czy bateria jest naładowana.

Ciepła odzież!

Puchowa kurtka, czy kombinezon to też niezbędnik zimowych aktywności na szlaku. Na co zwracać uwagę? Na wypełnienie: powinna być wyposażona w wysokiej jakości izolację, najlepiej syntetyczną lub puchową, zapewni to Wam dobry komfort cieplny. Na ochronę przed wiatrem, wodą, śniegiem: powinna być wodoodporna. O takiej porze roku warto ubierać się „na cebulkę”. Gdy się ruszamy, a jest słoneczny dzień, warto pozbyć się jakiejś warstwy. Przegrzanie nie jest dobre. Nie zapomnijcie też o rękawicach, kominie i ciepłej czapce. Ja stawiam na wełnę merynosa, ona najlepiej grzeje mi głowę, ale chroni przed przepoceniem się.

Co jeszcze dodalibyście do tej listy?

Do zobaczenia na szlaku!


2 myśli w temacie “Jak przygotować się na zimowy trekking? Oto mój niezbędnik

Dodaj komentarz